środa, 19 listopada 2014

Krata


czapka- Reserved%
szal, sweterek- Zara%
koszula- sh
spódniczka- H&M
kalosze- Dacathlon
torebka- Stradivarius
kurtka- Tommy Hilfiger
bransoletka- Pandora



 Fot. A. :)


poniedziałek, 17 listopada 2014

Poznań

 Jak mogliście zauważyć na Facebooku, długi weekend spędziłam w Poznaniu. Pomysł, żeby gdzieś wyjechać, zrodził się dzień przed wyjazdem. Szybko zarezerwowałam hotel i muzea, spakowałam manatki i ruszyłam w podróż. Wycieczka była dość krótka, więc zaplanowałam wizytę m.in.w muzeum Rogala i w browarze Lecha. Oczywiście, nie zapomniałam o głównej atrakcji poznańskiej, czyli o bodących się koziołkach na wieży Ratusza. To, czym zaskoczył mnie Poznań, to nieskończona ilość uliczek, kawiarenek i restauracji. Jest ich mnóstwo. Jedna przy drugiej i masa małych biznesików. 

       Każdy dzień rozpoczynałam śniadaniem w restauracji Lavenda. Bardzo, ale to bardzo polecam! Mają przepyszne ciabatty! Z kolei na obiad warto wybrać się do Warzelni na Starym Rynku oraz Fiszki serwującej fish&chips przy ulicy Wrocławskiej. W Londynie nie byłam i nie jadłam tego dania, ale jeżeli smakuje i wygląda tak, jak w Fiszce to jestem za! : ) Ostatniego dnia postanowiłam zobaczyć Poznań z poziomu siodełka. Wypożyczyłam rower i objechałam Jezioro Maltańskie.W najbliższym czasie planuje kolejne takie wyjazdy. Cudze chwalimy, ale..swoje też ;>


Pozdr,
Martini 

czwartek, 6 listopada 2014

Zwyczajnie niezwyczajnie

Pisanie tego bloga, a także przebywanie wśród ludzi, którzy się tym zajmują, nauczyło mnie dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest nie krytykowanie innych, za to, jak wyglądają. Kiedyś widząc osoby ubrane kolorowo lub odmiennie, daleka byłam od pochlebnych opinii. Myślałam sobie "jak to w ogóle można włożyć na siebie?", "chyba jeszcze spała, jak się ubierała". Dzisiaj jak widzę takie "inne" osoby uśmiecham się do siebie i stwierdzam, że świetnie mieć takie poczucie wartości, które nie ogranicza, a wręcz przeciwnie pozwala nam się otworzyć i pokazać to, co chcemy, a nie to co projektant miał w zamyśle projektując kolekcję. To właśnie poczucie wartości jest drugim aspektem, którego się nauczyłam- zaakceptowania swojego gustu i chęci. Staram się już nie tłamsić w sobie tego, co chcę zrobić i tego na co mam ochotę. Brzmi to nieco doniośle, ale właśnie to pozwala mi założyć fascynator, pstrokate buty czy zwykły kapelusz, który zawsze chciałam nosić.


kapelusz- Zara %
sweter- Drogeria Hebe :D
koszulka-  New Look
spodnie- Reserved
szal- Zara
buty- Tommy Hilfiger










Fot. Łukasz Łada


niedziela, 2 listopada 2014

Jesienna luzaczka

Kozaki, trapery, swetry atakują! Na moich półkach dominują już nie sukienki, sandałki, a grube swetry, czapki i szale. Na wieszakach goszczą z powrotem kurtki i płaszcze, z którymi wyczekuje zimy :) Chociaż nie powiem, przydałoby się jeszcze kilka dni ciepła. Zostawiam Was ze zdjęciami, które zrobiliśmy ostatnio z A. w Gdyni.
 
 
Płaszcz- sh
koszula- Stradivarius
spodnie- H&M
Buty- Timberland, allegro
torebka- Stradivarius(najnowsza kolekcja)
rękawiczki i czapka- Reserved
 





 

Fot. A. :)

sobota, 11 października 2014

Weselna lala



Jednym z głównych moich celów zakupowych ostatnich dwóch miesięcy była sukienka na wesele. Odwiedziłam wiele sklepów, a jeszcze więcej stron internetowych. Sukienki idealnej nie znalazłam. A nie, przepraszam znalazłam, ale w River Island prawie za 300 zł. Gdyby była dobra gatunkowo i w miarę uniwersalna, pewnie bym ją kupiła, ale, że nie była- zrezygnowałam. Zdałam sobie sprawę, że nie warto kupować sukienki po to, żeby założyć ją raz na dwa lata.

 Przeglądając swoją garderobę, natknęłam się na cekinową bluzkę i neoprenową spódnicę. Patrząc na nie zastanawiałam się, czy zawsze idąc na czyjeś wesele/ ślub powinnyśmy wybierać klasyczne kombo w postaci sukienki i szpilek, czy możemy zrobić wyjątek i postawić np. na kombinezon czy wyżej opisany zestaw dodając do tego eleganckie dodatki w postaci kopertówki i np. fascynatora?
Co o tym myślicie? 


bluzka- Mohito
spódnica- Mosquito
torebka- H&M
szpilki- Dorothy Perkins
bransoletka- Pandora






Fot. Łukasz Łada

niedziela, 5 października 2014

Miejska luzaczka

Mojego powrotu z wakacji nie nazwałabym powrotem do szarej rzeczywistości. Słońce i pojawiające się niemal codziennie prawie 20 stopni na termometrze pozwoliło mi utrzymać stan letniej ekscytacji trochę dłużej. Jak tylko mogę staram się wykorzystać ostatnie podrygi lata, co odzwierciedla moja dzisiejsza stylizacja. Miła alternatywa dla eleganckich zestawów, które noszę do pracy. 



Bluzka- Reserved
spodnie- sh
buty- Promod
torebka- Stradivarius
okulary- Stradivarius
zegarek- Pchli Targ
bransoletka- Pandora










Fot. Łukasz Łada

poniedziałek, 15 września 2014

Grecja

Opa opa! :)

Wracam do Was z postem prosto ze słonecznej Grecji. Wyjazd ten był obfity w słońce, pyszne jedzenie i dobre książki. Czego chcieć więcej ? chyba kolejnego takiego wyjazdu :) Pozytywnie naładowana wracam do codziennych obowiązków :)


Z A. postanowiliśmy spędzić urlop na wyspie Kos. Zatrzymaliśmy się w hotelu Aquis Marine w Tigkaki. Wielkim plusem hotelu był duży kompleks basenów i bezpośredni dostęp do morza. Do plusów z pewnością należy też grupa animatorów z organizacji FRAM, która tworzyła świetny klimat i nie pozwoliła się nikomu nudzić. Każdego wieczoru organizowała kabarety i występy- szczerze to nie pamiętam kiedy tak się uśmiałam : ) Sama wyspa jest trochę zaniedbana, dużo na niej opuszczonych budynków i zaniedbanych obiektów, jednak jak na każdej wyspie są miejsca, które sprawiają, że chce się tam wrócić. Część z nich opisze w tym poście :)


Pomimo niezaprzeczalnych hotelowych atrakcji, każdego dnia organizowaliśmy sobie wycieczki. Pierwszą z nich była wycieczka dookoła wyspy. Za transport posłużył nam skuter, dzięki czemu zwiedziliśmy każdy zakamarek wyspy. Pierwszym przystankiem było małe miasteczko Zia położone w górach, które było uosobieniem wszystkiego, z czym może kojarzyć nam się Grecja. Biało-niebieskie domki, klimatyczne knajpki i tajemnicze zaułki.



W drodze na plażę spotkaliśmy osły, w których zakochałam się bez pamięci. Oprócz rozkochiwania w sobie, jeszcze w niektórych miejscach pełnią rolę taksówki. 




Jednym z ostatnich przestanków były termy wodne. Obowiązkowe miejsce dla miłośników gorącej wody :) Temperatura wody w tym miejscu dochodzi nawet do 40 stopni.


Kolejną wycieczką, którą zaplanowaliśmy z A. było opłynięcie trzech wysp promem. Standardzik wycieczek zorganizowanych, ale przyznam szczerze, że zawsze lubię z nich korzystać :) Zobaczyliśmy trzy wyspy: Pserimos, Kalymnos i Plati. Na jednej z nich odwiedziliśmy rodzinne przedsiębiorstwo zajmujące się od dekad zbieraniem gąbek. Od sklepowych gąbek do mycia różni je fakt, iż można z nich korzystać przez pięć lat, nie rwą się, nie uczulają skóry i szybko wchłaniają mydło, co powoduje, że gąbka bardziej się pieni. Koszt całej wycieczki z posiłkiem dla jednej osoby-> 19 euro :)






Na ostatnią wycieczkę postanowiliśmy pojechać na rowerach. Koszt wypożyczenia roweru na cały dzień to 5 euro. Zwiedziliśmy m.in. Asklepion, który w starożytności pełnił rolę szpitala i ponownie termy, oczywiście zatrzymując się po drodze kilkukrotnie, żeby napawać się widokami.







Gdziekolwiek się nie ruszyliśmy, wszędzie były koty. Na plażach, w sklepach i przy basenie w hotelu. Bardzo zadbane i łagodnie nastawione :D


Z kolei wysoko na skałach i na ulicach kozy. W sytuacji gdy widziały chociaż źdźbło trawy, ludzie i samochody nie miały dla nich żadnego znaczenia :P

Kto ją zobaczy?

Ale nie samymi wycieczkami i zwierzętami człowiek żyje. Trzeba też coś jeść. Nasz menu tworzyły same greckie specjały. Moussaka, souvlaki, gyros, zapiekane bakłażany MNIAM! :) Ciesze się, że w Trójmieście mamy świetną knajpę grecką, bo na wyciągnięcie ręki będę miała takie pyszności. Zdjęć nie dodaje, bo jedzenie szybciej znikało z talerzy niż focus ustawiłam :D

Wybierając się na Kos polecam zaopatrzyć się w specjalne buty do pływania. Dno w morzu jest kamieniste, co utrudnia bardzo chodzenie po nim. Dodatkowo warto kupić wcześniej zapas kremu z filtrem. Mi się niestety skończył w połowie wyjazdu i byłam zmuszona go zakupić w pobliskim sklepie. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie cena. Najtańszy krem z filtrem 30 kosztował bagatela 13 euro. 


No i to by było na tyle. Mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłam Wam słoneczny Kos :)

Jasu! :)